I can rule the World!
Partnerki/Partners
Ania i Ola - mama i córka, lekarz pediatra i studentka Akademii Sztuk Pięknych.
Partnerki.
Znamy je od paru lat. Najpierw spotykaliśmy się w przychodni - Ania była pierwszym DOBRYM CZŁOWIEKIEM wśród lekarzy pediatrów w przychodniach państwowych, przez które się przewinęliśmy. Kiedy poznaliśmy Anię, wszyscy troje wiedzieliśmy, że to będzie „nasz” lekarz.
Podczas lekarskich wizyt domowych zgadaliśmy się na temat córki Ani - Oli. Po jakimś czasie Ola zaczęła mnie regularnie odwiedzać - pomagałam jej przygotować się do egzaminów na ASP. Udało się! Ola dostała się i to z jednym z najlepszych wyników!
Teraz jest po pierwszej sesji - zadowolona, a w indeksie same bardzo dobre i celujące.
Ania - śpiewa w chórze, myśli o tym, żeby zacząć też tańczyć, cały czas poszukuje. Jest matką trójki dzieci - oprócz Oli ma jeszcze dwóch synów. Stara się żyć pełną piersią, głęboko, intensywnie.
Mój tato mawia, że nie warto żyć „na brudno”. Mam wrażenie, że to samo stara się zrobić Ania - nie tracić czasu na puste gesty i nic nie wnoszące znajomości.
Ja też myślę, że warto starać się jak najpełniej smakować tego, co nas otacza, naprawdę zbliżać się do ludzi, nie bać się popełniania błędów i zranień.
Uważam, że mam „SZCZĘŚCIE DO LUDZI”. Może chodzi o to, że intuicyjnie dobrze wybieram (i przy okazji mam dużo szczęścia :) Częściowo to kwestia mojej osobowości, tego, że jestem nieco przemądrzała, nie cierpię tzw. „dobrych rad” i trudno mi cokolwiek podpowiedzieć czy jak mówi Marysia „wcisnąć” :)
Ale tak naprawdę, to przez całe życie uważam, że to moja mama dała mi taka siłę.
Dzisiaj nadal wierzy we mnie. W to, że „dam radę”, że jestem na tyle wartościowa, żeby mieć „dobre życie”. Rozumie płacz - to był jeden z najważniejszych obszarów wolności jaki miałam dzięki niej - pozwalała mi płakać.
Ania też rozumie, że płacz jest potrzebny - oczyszcza.
Ludzie nie powinni się go wstydzić, czy zabraniać innym.
Pora już kończyć, bo zaczynam płakać… ze wzruszenia ;) i nie trafiam w odpowiednie klawisze :)
Dziękuję Ani i Oli za współpracę przy sesji fotograficznej w naszym studio w Łodzi. To Wasza naturalność sprawiła, że te zdjęcia mają ogromną siłę wyrazu i szczerze poruszają autentyzmem uczuć.
Dziękuję mojej mamie, która codziennie czyta ten blog i chwaliłaby go nawet gdyby był beznadziejnie nudny ;)
Ola Dmitrów - mama i córka :)
Macieżyństwo/Motherhood 3
Macieżyństwo/Motherhood 2
Macieżyństwo/Motherhood 1
Znana-nieznana
Kasię znamy od wielu lat. A właściwie - z Kasią witamy się od wielu lat i mówimy cześć, kiedy wychodzimy z pracy.
Mamy świadomość tego czym się zajmuje i że lubi chodzić na wysokich obcasach.
I gdyby nie fotografie portretowe, które dla niej robiliśmy, pewnie w najlepsze znali-nie znalibyśmy się po dziś dzień :)
Sesja udała się dlatego, że Kasia nam zaufała, ale przede wszystkim dlatego, że zaufała sobie. Chciała mieć po prostu, dla własnej przyjemności kilka swoich portretów. Okazało się jednak, że ogarnęły ją wątpliwości - czy się nadaje, czy sobie poradzi. Takie wątpliwości ma zdecydowana większość ludzi, których portretujemy - na szczęście Kasia dotarła do studia. I była (i w ogóle jest) fantastyczna. Powiedziała, że oddaje się w nasze ręce a potem… psiejsko-czarodziejsko powstały piękne fotografie portretowe :)
Kasiu, dziękujemy Ci bardzo za poczucie humoru i szczerość. Praca z Tobą była czystą przyjemnością :)
Ola i Marcin
Ola Dmitrów + Marcin Petruszka - Fotograf Łódź
DYMNY STWÓR wąchający komin - o to co widzi fotograf w Łodzi, kiedy zerwie się o świcie.

Już go polubiliśmy i nazwaliśmy Frulon. Wydaje nam się niegroźny, choć zważywszy na to z czego zbudowane ma ciało… Jak myślicie czy Frulon jest pokojowo usposobiony?
A propos zdjęcia z Frulonem ponad Łodzią. Od dawna mieliśmy taką potrzebę, żeby zestawiać zrobione przez nas fotografie z fragmentami tekstów. Myślimy o PODZIWIANYCH I ZNANYCH autorach, ale czas pokaże czy w rozpoczynanym właśnie wątku „Zdjęcie + Tekst” nie pojawią się wypowiedzi CIEKAWYCH LECZ NIESŁAWNYCH. Frulon, który przyleciał nad Łódź, rozpoczyna więc niniejszym ową serię. Mamy nadzieję, że będzie Was inspirować. A może ktoś w komentarzu dołączy napisany bądź lubiany przez siebie tekst. Zapraszamy do współpracy…
Lasy płonęły -
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż
Ludzie zbiegali do schronów -
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć
okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych
Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno
tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs
do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople
zatrzymane na skraju twarzy
Zbigniew Herbert - Dwie krople (Struna Światła, 1956)
Ola Dmitrów + Marcin Petruszka - Fotografia Łódź
O tym jak z KICZEM wojowaliśmy, czyli krótka historia czterech bitew.
Kiedy panną młodą jest ŚLUBNA FOTOGRAFIA PLENEROWA, panem młodym zwykle jest KICZ. Dlaczego FOTOGRAFIA ŚLUBNA jest według niego tak ponętna, z jakiego powodu silnie go pociąga, jest dla nas tajemnicą. Wiemy jednak, że burzliwe namiętności między ową parą, wybuchają nieprzerwanie od dziesiątek lat.
Jesteśmy ciekawi czy Wy znacie przyczynę ich wzajemnego przyciągania?
Podczas naszych letnich spotkań ze ŚLUBNĄ FOTOGRAFIĄ PLENEROWĄ tak bardzo baliśmy się, że wprosi się KICZ, iż postanowiliśmy otoczyć się samymi twardzielkami i twardzielami. Potrzebowaliśmy najlepszych z najlepszych: ludzi dzielnych, którzy, kiedy sytuacja tego wymaga, potrafią być nieustępliwi i zacięci.
Martyna i Michał walczyli z nami ramię w ramię o obronę Fontanny Miejskiej.
Marta i Cyrille wykopali KICZ z boiska!
Magda i Grzegorz uciekli z nami do lasu. Mieli rację - KICZ boi się ciemności.
Ania i Bartek starali się utopić KICZ w jeziorze.
Obejrzyjcie więcej niezapomnianych scen walki w galerii bohaterów. Jak z perspektywy czasu oceniacie tę prawdę historyczną - czy udało nam się KICZ wygnać do odległej krainy Gdzie Pieprz Rośnie?
Z żołnierskim pozdrowieniem,
Kapral Muciek i podporucznik Olusia
Ola Dmitrów + Marcin Petruszka - Fotografia ślubna Łódź/Zdjęcia ślubne Łódź
O Panu, który nie mieścił się w szufladzie. #3
Rozdział Trzeci, o tym jak Pan Phill tworzył swoje dzieło.
Pana Philla gniotło i uwierało SUMIENIE.
SUMIENIE nie sturlało się do głębin jego wnętrza, tylko przez ostatnie lata słuchało przez słuchawki muzyki i dlatego było zagłuszone. I właśnie SUMIENIE, które było jak dotąd najlepszym przyjacielem Philla, zainspirowało go do stworzenia dzieła „The Movement of People Working”.
Phill Niblock postanowił obejrzeć fotografie i filmy, które zrobił przez lata swoich podróży i wybrać z nich fragmenty, pokazujące prostych ludzi przy pracy. W swojej przytulnej pracowni na Manhattanie, ciął, łączył i sklejał kawałki taśm filmowych. Po wielu miesiącach - wstał, odszedł parę kroków i stwierdził: „Tak, to co posklejałem wyraża moją empatię wobec ciężko pracujących ludzi…hmmmm… ale powinienem to pokazać bogatym, żyjącym wokół mnie. Tylko co zrobić by zastanowili się nad tym co mam im do pokazania?”
Może Wy macie jakiś pomysł na to co mogło pomóc Phillowi? Jakich narzędzi można użyć i czy w ogóle istnieją takie narzędzia, które pomagają ocieplić zmarznięte serca bogatych?
Teraz Pan Phill pracuje.Pozdrawiam wszystkich przy odbiornikach i mówię już dobranoc.
Ola
Ola Dmitrów + Marcin Petruszka - Fotograf Łódź









