Mąż nie pomoże - zleć to fachowcom!
Tak się rozpoczyna reklama, która za pośrednictwem Ciemnej Strony Mocy, przedostała się dzisiaj do mojej skrzynki mailowej.
Reklamie nie pozostawiłam cienia złudzeń i rozstałam się z nią bez słowa wyjaśnień, natomiast slogan, który ją rozpoczynał zainicjował w moim mózgu ciąg rozważań, zakończonych istotną refleksją ;)
Chodzi o robienie mi zdjęć.
Nie lubię tego, a właściwie nie lubiłam. Wyleczył mnie mąż.
Miałam „modelkowe” doświadczenia, dawno, dawno temu. To były bardzo złe doświadczenia, które zamiast dowartościować moje wrażliwe, nastoletnie ego, tylko sprawę pogorszyły.
Potem przez lata, zdjęcia zawierające moją twarz komunikowały: „Nie fotografuj mnie!” a w najlepszym razie (gdy miałam wyjątkowo dobry dzień): „No już dobrze, dobrze - kiedy skończysz?”.
To się, na szczęście, zmieniło, pomógł mi fachowiec - mąż. Wcześniej nie umiał pomóc - bo był za malutki. Myślał, że jeśli sam czegoś nie przeżył to takie zjawisko w przyrodzie nie występuje. Nie mógł też zrozumieć jak taka ładna pani może nie lubić jak ją fotografują.
Przez ponad 14 lat, od kiedy jesteśmy nierozłączni w życiu i w pracy, spotykamy wspólnie ludzi, którzy chcą mieć portret, ale nie lubią być portretowani. I prawie każdy potrzebę posiadania atrakcyjnie „utrwalonego” własnego wizerunku stara się jakoś racjonalnie usprawiedliwić. Potem pada sakramentalne: „Źle wychodzę na zdjęciach”…
Ja te obawy i obciążenia rozumiem. Jeśli sama nie miałam identycznych doświadczeń, wiem, że sytuacje, które nie były moim udziałem, nie są mniej ważne od tych, w których uczestniczyłam.
Mąż też już rozumie.
Poznał wiele pięknych osób, które nie czuły się piękne. Wspólnie je podnosiliśmy na duchu i uspokajaliśmy.
Ale tym co ostatecznie spowodowało, że mąż stał się „fachowcem” było zrozumienie przez niego jaką potęgą jest chwalenie.
Staramy się za żadne skarby nie mówić portretowanym osobom o tym, z czym podczas sesji mamy problemy. To fotograf musi przeanalizować we własnej głowie co wywołuje ewentualne trudności i starać się dyskretnie je wyeliminować. Bardzo często są to trudności obiektywne - np. zły kąt padania światła. Nie można jednak się skrzywić czy pozostawić modela samemu sobie by udać się na naradę. Mogłoby to spowodować, że osoba fotografowana poczuje się niepewnie albo zacznie myśleć, że coś nie wychodzi bo ona nie jest dość atrakcyjna.
Więc mój dorosły już dziś małżonek, podczas sesji problemy zatrzymuje dla siebie, a uzewnętrznia właściwie jedynie pochwały. I to działa - wiem bo przekonałam się na własnej skórze. Jestem zadowolona z mojego portretu, a kto wie może to dopiero początek… ;)
Ola
Partnerki/Partners
Ania i Ola - mama i córka, lekarz pediatra i studentka Akademii Sztuk Pięknych.
Partnerki.
Znamy je od paru lat. Najpierw spotykaliśmy się w przychodni - Ania była pierwszym DOBRYM CZŁOWIEKIEM wśród lekarzy pediatrów w przychodniach państwowych, przez które się przewinęliśmy. Kiedy poznaliśmy Anię, wszyscy troje wiedzieliśmy, że to będzie „nasz” lekarz.
Podczas lekarskich wizyt domowych zgadaliśmy się na temat córki Ani - Oli. Po jakimś czasie Ola zaczęła mnie regularnie odwiedzać - pomagałam jej przygotować się do egzaminów na ASP. Udało się! Ola dostała się i to z jednym z najlepszych wyników!
Teraz jest po pierwszej sesji - zadowolona, a w indeksie same bardzo dobre i celujące.
Ania - śpiewa w chórze, myśli o tym, żeby zacząć też tańczyć, cały czas poszukuje. Jest matką trójki dzieci - oprócz Oli ma jeszcze dwóch synów. Stara się żyć pełną piersią, głęboko, intensywnie.
Mój tato mawia, że nie warto żyć „na brudno”. Mam wrażenie, że to samo stara się zrobić Ania - nie tracić czasu na puste gesty i nic nie wnoszące znajomości.
Ja też myślę, że warto starać się jak najpełniej smakować tego, co nas otacza, naprawdę zbliżać się do ludzi, nie bać się popełniania błędów i zranień.
Uważam, że mam „SZCZĘŚCIE DO LUDZI”. Może chodzi o to, że intuicyjnie dobrze wybieram (i przy okazji mam dużo szczęścia :) Częściowo to kwestia mojej osobowości, tego, że jestem nieco przemądrzała, nie cierpię tzw. „dobrych rad” i trudno mi cokolwiek podpowiedzieć czy jak mówi Marysia „wcisnąć” :)
Ale tak naprawdę, to przez całe życie uważam, że to moja mama dała mi taka siłę.
Dzisiaj nadal wierzy we mnie. W to, że „dam radę”, że jestem na tyle wartościowa, żeby mieć „dobre życie”. Rozumie płacz - to był jeden z najważniejszych obszarów wolności jaki miałam dzięki niej - pozwalała mi płakać.
Ania też rozumie, że płacz jest potrzebny - oczyszcza.
Ludzie nie powinni się go wstydzić, czy zabraniać innym.
Pora już kończyć, bo zaczynam płakać… ze wzruszenia ;) i nie trafiam w odpowiednie klawisze :)
Dziękuję Ani i Oli za współpracę przy sesji fotograficznej w naszym studio w Łodzi. To Wasza naturalność sprawiła, że te zdjęcia mają ogromną siłę wyrazu i szczerze poruszają autentyzmem uczuć.
Dziękuję mojej mamie, która codziennie czyta ten blog i chwaliłaby go nawet gdyby był beznadziejnie nudny ;)
Ola Dmitrów - mama i córka :)
Macieżyństwo/Motherhood 3
– Who runs the world?
– Girls!
Znana-nieznana
Kasię znamy od wielu lat. A właściwie - z Kasią witamy się od wielu lat i mówimy cześć, kiedy wychodzimy z pracy.
Mamy świadomość tego czym się zajmuje i że lubi chodzić na wysokich obcasach.
I gdyby nie fotografie portretowe, które dla niej robiliśmy, pewnie w najlepsze znali-nie znalibyśmy się po dziś dzień :)
Sesja udała się dlatego, że Kasia nam zaufała, ale przede wszystkim dlatego, że zaufała sobie. Chciała mieć po prostu, dla własnej przyjemności kilka swoich portretów. Okazało się jednak, że ogarnęły ją wątpliwości - czy się nadaje, czy sobie poradzi. Takie wątpliwości ma zdecydowana większość ludzi, których portretujemy - na szczęście Kasia dotarła do studia. I była (i w ogóle jest) fantastyczna. Powiedziała, że oddaje się w nasze ręce a potem… psiejsko-czarodziejsko powstały piękne fotografie portretowe :)
Kasiu, dziękujemy Ci bardzo za poczucie humoru i szczerość. Praca z Tobą była czystą przyjemnością :)
Ola i Marcin
Ola Dmitrów + Marcin Petruszka - Fotograf Łódź
Fotografia ślubna - Łódź, Krysia i Jurek - Przygotowania

Co jest lepsze?
Idealne oświetlenie, wysmakowana kolorystyka i wyciszone emocje, czy ujęcie reporterskie, z emocjami tak silnymi i prawdziwymi, że trzeba mieć język giętki jak Słowacki, by je opisać, choć chcielibyśmy by powstało z trochę innego kąta, pokazywało więcej twarzy Krysi i siostry, która jej pomaga?
Fotografia ślubna - Łódź, Aneta i Michał - Przygotowania

Ostatnią sobotę spędziliśmy z Anetą i Michałem oraz ich bliskimi. To zdjęcie zrobiliśmy w ich mieszkaniu na Widzewie. Pomyśleliśmy, że ciekawie byłoby wyjść poza samo mieszkanie, i z zewnątrz zajrzeć do środka. Chcieliśmy jednocześnie pokazać kontekst całej sytuacji dzięki odbiciu w szybie. Jak myślicie - udało nam się?
Pierwszy dzień pracy nad zdjęciami ze ślubu Krysi i Jurka…
Które lepsze?
„Które lepsze?” to najczęstsze pytanie, jakie pada gdy wspólnie pracujemy. A że pracujemy prawie cały czas razem to jest gorąco :) To, co pokazujemy klientom i w portfolio to tak naprawdę nie jest kompromis, bo nie doprowadzamy zdjęć do bezpiecznego, ciepłego środka. Z jednych z nich dumna jest Ola, z innych dumny jestem ja. Odkąd się poznaliśmy, jakieś 12 lat temu, cały czas tworzymy obok siebie, zaglądamy sobie przez ramię i wiecznie się spieramy. Jest w tym twórczy ferment, choć pewnie nie zawsze musi się podobać naszym sąsiadom ;)
„Które lepsze?” to również najczęstsze pytanie jakie pada podczas prezentacji zdjęć na spotakniach z klientami. Tym razem pomyśleliśmy, że fanie byłoby uslyszeć jakie jest Wasze zdanie. Oba zdjęcia powstały podczas naszego ostatniego zadania - reportażu z dnia ślubu Oli i Przemka.
A

B

Zatem - Które lepsze? A czy B? Prosimy o podpowiedź - jeśli nie macie dużo czasu to wystarczy krótko - A lub B :)





